Wpisy oznaczone tagiem "początek"

Prawosławie prawowierne

41Okazuje się, że to prawosławie bliższe jest ideałom wczesnego chrześcijaństwa Widać więc jasno, że to Kościół wschodni był bardziej niechętny unii, lud prawosławny uważał katolików za heretyków i odstępców od prawdziwej wiary. Zresztą samo określenie Kościoła wschodniego jako “prawosławnego” wiele mówi – wyraz ten oznacza przecież prawdziwy, prawy sposób sławienia Boga, a więc taki, jaki prezentowali pierwsi chrześcijanie. Prawosławni od zawsze uważali i wciąż uważają, że to Kościół zachodni odszedł od pierwocin wiary. Zresztą twierdzenia te nie są bezpodstawne, przyznać trzeba, gdy tylko pozna się bliżej i porówna teologie i doktryny obu Kościołów, że ta “wschodnia” jest dalece bliższa temu, co prezentowało sobą chrześcijaństwo w samym początkach swego istnienia. Tak właśnie prezentują się w ogromnym skrócie kontakty obu Kościołów do wieku piętnastego. Pokazują one jasno, że data roku 1054 jest naprawdę umowna i absolutnie nie można brać jej jako realną datę rozdziału obu Kościołów, rozdział ten bowiem następował już od IV wieku i kształtował się przez ogromnie długi czas, narastając coraz wyraźniej i coraz mocniej pokazując hierarchom zachodu i wschodu jak bardzo są od siebie odrębni. Dwie unie, które próbowały przywrócić jedność chrześcijaństwa Mimo tego, że Kościół wschodni jasno już widział, że Rzym daleki jest od intencji w pełni pokojowych, podejmowano jeszcze jakieś próby pogodzenia obu Kościołów, co prawda bezskuteczne, jednak wielce znamienne. Szczególnie znamienne jest to, kto i dlaczego ich dokonywał oraz jaka była reakcja większości ludu czy pewnych ważnych osobistości. Otóż w roku 1274 cesarz bizantyjski (a więc nie hierarchowie kościelni!) zawarł z Kościołem zachodnim unię w Lyonie, nie doszła ona jednak do skutku przez nieugięty i wielce żarliwy opór hierarchów Kościoła wschodniego właśnie. Następna próba unifikacji obu wyznań nastąpiła w roku 1439, kiedy to zawarto unię zwaną ferraro-florencką. Została zawarta z powodów politycznych – Konstantynopolowi zagrażali Turkowie i miano nadzieję, że unia taka skłoni Rzym do wysłania na Wschód pomocy militarnej. Okazało się jednak, że nadzieje te były złudne, unia została w 1485 roku zerwana, już, oczywiście, po ostatecznym upadku Cesarstw Bizantyjskiego. Bardzo ciekawa jest opinia Rusinów na temat upadku Bizancjum – otóż uważali oni, że była to kara za unię właśnie, za odstępstwo od wiary. Feralny rok 1054 uważany za przełomowy w kontaktach Kościołów W latach 867-870 ponownie łączność pomiędzy Kościołami została zerwana. I tym razem chodziło przede wszystkim o spór jurysdykcyjny, kwestie doktrynalne, choć owszem, ważne, były jednak w owym sporze na drugim miejscu. Kościoły nie mogły się dogadać, który z nich ma objąć zwierzchnictwo nad Bułgarią. Leżała ona, oczywiście, bliżej Konstantynopola aniżeli Rzymu, Rzym nie chciał jednak oddawać bez walki tak dużych obszarów pod władzę Kościoła Wschodniego. W końcu, po długim okresie względnego spokoju (względnego, bo nie dochodziło do żadnych wrogich aktów prawnych między Kościołami, choć oczywiście rozdział następował coraz wyraźniej) nastąpił rok 1054, który przyniósł ze sobą faktyczny rozdział Kościołów – faktyczny na tyle, na ile my go dzisiaj za takowy uznajemy, historia bowiem pokazuje, że Kościół wschodni rozdział ów w pełni dostrzegł i przyjął dopiero w XIII wieku. Rok 1054 i kwestia wymiany przez papieża i patriarchę Konstantynopola bull z ekskomunikami jest datą sztuczną, ustaloną przez historyków, a nie przez ówczesne Kościoły. Wzajemna niechęć obu Kościołów i przejrzenie na oczy nastąpiło dopiero w roku 1204, kiedy to krzyżowcy złupili Konstantynopol.

Czarny kot

42Milusińskie, puszyste, lubiane przez rzeszę ludzi zwierzątko jest wspaniałe. Niektórzy jednak twierdzą, ze może być każdy kot, byle nie czarny. A jak już przebiegnie drogę to wtedy stanie się dramat, nieszczęście gotowe i cóż, trzeba stać w miejscu i czekać, na Godota najlepiej. Choć jest ponoć sposób może nawet sprawdzony, zapobiegający nieuchronnemu nieszczęściu należy splunąć przez lewe ramię dwa razy i raz przez prawe, wrócić się siedem kroków lub poczekać, aż kot wróci na drugą stronę drogi. Niebywałe zabiegi poczynić więc należy. Czy jednak na prawdę należy w to wierzyć? Pierwszymi kwestionującymi będą miłośnicy tych czworonogów a następnymi zagorzali chrześcijanie. Skąd bierze początek ów przesąd? Tu, niespodzianka, ze środowisk katolickiej Europy średniowiecznej. Ówcześni księża, wiedząc o czczeniu czarnych kotów przez pogan, panicznie bojąc się czarów sprawili, iż czarny kot popadł w niełaskę jako symbol złej mocy i konszachtów z czarami. Cóż, może najlepiej trzymać czarne koty na uwięzi? Koniczyny wiosną i latem na dworze w brud. Można zbierać, cieszyć się a jeżeli ktoś zna sposób nawet spożytkować. Szczęśliwcami są jednak ponoć Ci, którzy znajdą koniczynę z listkiem dodatkowym, czwartym. Jest to mutacja popularnej znanej wszystkim koniczyny, która występuje w postaci trzylistnej. Są ludzie, którzy uważają że prawdopodobieństwo znalezienia koniczyny czterolistnej jest większe w niektórych miejscach. Zostało oszacowane że jedna koniczyna czterolistna przypada na 10000 koniczynek trzylistnych. Tradycja mówi, że każdy listek tej rośliny coś symbolizuje pierwszy wiarę, drugi nadzieję, trzeci miłość a czwarty szczęście. Dlatego w cywilizacji zachodniej bardzo często można spotkać dzieci poszukujące tej rośliny na łąkach. Zgodnie z Księgą Rekordów Guinnessa znaleziona koniczyna o największej liczbie listków liczyła ich osiemnaście. Nie wiadomo jednak dlaczego istnieje taki przesąd i ile w nim prawdy. Może to sposób na ufantastycznienie naszego, szarego i brutalnego świata.