Friday, January 29, 2010

Z wizytą u Pawła

W poniedziałek pojechaliśmy do Gdańska odwiedzić Pawła w ramach zakończenia mojej akcji :) Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci i choć wizyta trwała krótko (ok. 40 minut) to z pewnością zapamiętamy ją do końca życia...

Paweł jest niesamowicie pogodną osobą. Zaraził nas swoim radosnym podejściem do choroby od samego wejścia. Pokazał nam jak za pomocą oddechu korzysta z komputera. Choć pisanie na specjalnej klawiaturze zajmuje mu trochę czasu, to z pełną swobodą może przeglądać strony www, a jedną nawet administruje!

Tablicę pamiątkową z publikacjami Paweł obiecał powiesić sobie na ścianie przed łóżkiem.

Paweł i ja, Bożydar


Podczas akcji udało nam się zebrać aż 10 700 zł na wózek dla Pawła. Dzięki akcji rodzinę Pawła stać już na zakupienie podstawowej wersji wózka, na który zbiórka wciąż trwa na SiePomaga.pl.

Paweł i Patrycja Nowakowska z Finicotin


Jak mi się w końcu uda ściągnąć film prezentujący wózek, na który Paweł zbiera to poniżej w poście wkleję. Póki co zapraszam do wsparcia Pawła na SiePomaga.pl!

W imieniu Pawła, jego mamy oraz Finicotin dziękuję wszystkim, którzy włączyli się tudzież kibicowali na Facebooku akcji Wypalony!

Tuesday, January 19, 2010

Wózek za popielniczkę

Życie Warszawy o Wypalonym.

Monday, January 18, 2010

Wyniki konkursu Finicotin

Jury miało problem z jednogłośnym wskazaniem zwycięzcy (jak to zwykle bywa przy takich konkursach), dlatego też werdykt nieco się opóźnił...:)

Ipoda Nano wygrał Piotr Tracz za poniższą recenzję Finicotin:

To było moje trzecie podejście do rzucenia palenia. Tym razem było nie tylko skuteczne ale i smaczne. Za pierwszym razem skorzystałem z plastrów, efekt niemalże natychmiastowy, ale jak tylko odkleiłem po 8 tygodniowej kuracji, to złamałem się przy pierwszym piwie. Problem - palenie to nie tylko chemiczny nałóg ale zbiór gestów, nawyków i powiązań. Kawa, piwo i papieros to śmiertelna trójca. Dosłownie i w przenośni ;)

Po Finicotine sięgnąłem za sprawą znajomego, który pierwsza paczkę wcisnął mi siła i powiedział: "Spróbuj, już nie mogę wytrzymać tego zapachu". No i spróbowałem. Wytrzymałem te zalecane dwa dni, samego żucia i oczekiwania na efekt działania ziółek zawartych w gumach. Poprzednie gumy jakie żułem nie dość, że były samą chemią to odechciewało się nie tylko żuć ale i życ. Fuj.


Finicotine ma tylko dwa smaki - miętowy i cytrynowy, szkoda, że tak mało. Bardziej smakował mi miętowy. Chcąc zapalić sięgałem po gumę i wiedziałem, że nie czeka mnie gehenna w ustach i jakies pieczenie ale po prostu jakbym wziął normalną orbitkę. Duży plus. Drugi to świadomość, że lek ma dosłownie korzenie w naturalnych składnikach i nie uzależniam się wtórnie od antynikotyny (czy jak to sie tam medycznie nazywa ;)

Po pewnym czasie, mozna Finicotine śmiało odłożyć albo rzuć rzadziej i czekać na ten finalny moment, kiedy ręce pachną normalnie, ubrania również a druga połówka przytula się cześciej ;)


Natomiast nagrody pocieszenia otrzymują: Iza Myca oraz Kamil Myca.

Gratuluję!

Monday, January 4, 2010

Ponad 7,5 tysiąca zebrane przez Facebooka!

A dokładnie 7620 zł Finicotin, mój partner w rzucaniu palenia przekaże na nasz cel - uwolnienia Pawła Wyglądały od łóżka! Kwota została zebrana dzięki poparciu akcji na Facebooku przez ponad 2500 osób!


Pozostaje jeszcze tylko zliczyć osoby, które (faktycznie) rzuciły palenie zgłaszając się przez bloga, bym mógł podać pełną kwotę jaką wesprzemy cel na SiePomaga.pl! Zajmie mi to pewnie ok. tygodnia :)

Sunday, January 3, 2010

Ratujący dziennikarz

Miłą niespodzianką było dla mnie zgłoszenie się do akcji Roberta Biskupskiego, dziennikarza Życia Warszawy. Jeśli uda mu się rzucić palenie, Finicotin przekaże na wózek dla Pawła Wyglądały aż 900 zł!


RELACJA Z PIERWSZYCH DNI WALKI Z NAŁOGIEM


DZIEŃ ZERO

Najważniejsze to nie wiedzieć, który papieros będzie ostatni. Moje palenie skończyło się na przystanku, podczas czekania na spóźniające się 158. Właściwie to miałem jeszcze spalić dwa: jeden na dworcu, zanim wsiądę do autobusu, drugi w połowie drogi, na przystanku w Radomiu. Jak już wspomniałem 158 się jednak spóźnił, więc na dworcu nie było czasu na papierosa, a z powodu korków w Radomiu nie było postoju.
W ten oto sposób papieros wypalony przy pl. Zawiszy w Radomiu stał się ostatnim.

Pierwsze godziny to rosnąca irytacja i ogólne nieogarnięcie.
W autobusie robię wszystko, żeby zabić czas: siedzę w Internecie, oglądam filmy, staram się nie myśleć o papierosach. Oczywiście zapomniałem o najważniejszym czyli czymś do przekąszenia. Na dworcu w Warszawie nie było czasu kupić a w Radomiu... no sam wiesz.



PIERWSZY DZIEŃ

Jak na gigantycznym kacu. Właściwie to kursuję tylko do kuchni na jedzenie i do pokoju, do telewizora. Nie mam zielonego pojęcia, gdzie spędzam więcej czasu. Szczerze mówiąc nigdy nie wiedziałem, że jestem w stanie w sobie pomieścić taką ilość chipsów, ciastek, kanapeczek, orzeszków i plasterków wędliny czy sera.
W głowie hardcore, nie wiem w ogóle o co wokół mnie chodzi. Na szczęście jestem w stanie nadążyć za wątkami prostych filmów w TV. Gdybym nie dał, skazany byłbym na Taniec z gwiazdami albo coś w tym rodzaju. Boję się, że bez nikotyny bym tego nie wytrzymał...



DZIEŃ DRUGI

Ogarnięcie trochę lepsze, ale zaczęło mnie wszystko boleć. W kościach dziwne świdrowanie, kondycja zerowa. Tak jakby cała resztka mięśni, która jeszcze mi pozostała, postanowiła nagle z jakiegoś sobie tylko znanego powodu zgnić albo zwiędnąć. Jedyny wyjątek na tym tle stanowi brzuch, który wydaje się być jedynym normalnie funkcjonującym organym. Właściwie to wygląda na to, że układ pokarmowy przejął funkcje wszystkich pozostałych układów, które postanowiły chwilowo zawiesić swoją działalność. Dziwne opcje z ciśnieniem i oddychaniem i we łbie się kręci.
Rzucać rzucanie? Nie no, tak łatwo pokonać się nie dam...



DZIEŃ TRZECI

Ból w kościach trochę zelżał, w głowie zrobiło się trochę jaśniej, straciłem za to kontrolę nad tym, co robię i co mówię.
Chodzi o takie drobne odruchy, nad którymi zupełnie nie jestem w stanie zapanować. Gorzej z mówieniem. Wątki się rwią, zapominam, o co mi chodzi, a zanim jeszcze dokończę zdanie, zaczynam się zastanawiać po co je mówię. Do tego maksymalny poziom agresji i takie rozbrajające uczucie, jakby coś od środka miało eksplodować.

Czas wyjść z domu, bo dłużej już nie wytrzymam. Powietrze mnie zaskoczyło, dawno już tak ładnie nie pachniało. Idę na autobus, powstrzymując odruch sięgnięcia po papierosy. W autobusie jakaś babcia chce mnie zgonić z miejsca, pomimo że obok jest takie samo wolne. Nie wiedziałem, że jestem w stanie sam siebie tak nakręcać metaforami i porównaniami. Nie, nie obraziłem jej w żaden sposób, ale dałem dziesięciominutowe kazanie na temat złośliwości ludzi, samotności, utrudniania życia innym, syndromu ofiary i takich tam. Nie wiem nawet, czy te wątki się ze sobą zazębiały. To wyglądało tak jakby pękła mi jakaś przesłona, która cenzuruje myśli w głowie. Co się w mózgu zalęgło, to wyszło na świat.
Pamiętam te zdziwione oczy blondynki na siedzeniu z tyłu. Pewnie oczami wyobraźni widziała, że uciekłem z psychiatryka po to, żeby zrobić autobusową masakrę piła mechaniczną.

Zdjęcie z galerii zespołu Życia Warszawy na Facebooku

4 DZIEŃ

Bez zmian. Przyszedłem za to do roboty. Małe spostrzeżenie: wychodzenie na papierosa bez palenia papierosa też wiele pomaga...

Tuesday, December 29, 2009

Na noworoczne postanowienia...

Rzucanie palenia jest najczęściej podejmowanym przez Polaków postanowieniem noworocznym. By postanowienie rzucenia tego nałogu było łatwiejsze podaję 10 moich rad, których wcielenie w życie może pomóc :)

Monday, December 28, 2009

Newsweek o Wypalonym

Przed świętami o akcji napisał serwis Newsweek.pl:
"Wypalony.pl to strona szczególna. Raz, że walczy z obrzydliwym nałogiem, a dwa, że dzięki temu zbiera pieniądze na szczytny cel."